17 sty 2013

Śniegowa bezsenność

Wszędzie czysto wszędzie biało, wszędzie śniegu napadało...  - tak zimą kiedyś nuciła mi babcia i tak ja teraz nucę za nią kiedy śnieg prószy nocą. Może to słowa z jakiejś piosenki albo wierszyka ale za nic nie mogę sobie przypomnieć.


Kiedy śnieg zaczyna  padać w nocy, budzę się. Zawsze. Jakbym miała jakiś radar. Na dworze robi się podejrzanie cicho i wtedy się budzę i zwykle nie mogę zasnąć. Siedzę w oknie, patrzę jak spadają białe płatki, jak jest ich co raz więcej i więcej, niebo robi się pomarańczowe od odbijającego się światła latarń, jak zanikają wszystkie dźwięki. Dopada mnie śniegowa bezsenność. Zapatrzona w to co dzieje się za oknem już wiem że nie zasnę.
W końcu wstaję i zaparzam sobie pysznej, pachnącej kawy. Powoli zbliża się rano zatopione w śniegu.... :)

7 sty 2013

O czekaniu

W grudniu czekamy na Święta, potem czekamy na Sylwestra. I grudzień mija szybko i nie wiadomo nawet kiedy. A w styczniu? Styczeń ciągnie się wręcz niemiłosiernie (choć w moim rankingu najbardziej ciągnących się miesięcy zajmuje dopiero drugie miejsce! ). Znikają już powoli świąteczne ozdoby, znika już atmosfera. Zniknął nawet śnieg. Gdzieniegdzie palą się jeszcze kolorowe lampki, których światełka odbijają się w mokrym chodniku.


Sylwester taki wyczekiwany minął na ciepło, trochę w deszczu, trochę chorobowo, trochę nie tak jak było zaplanowane choć i tak nad morzem... Teraz z kolei czekamy na zimę, bo lepsza zima w styczniu niż w marcu, kiedy z utęsknieniem będziemy wypatrywać już wiosny :)




26 gru 2012

Na plusie


Było pięknie, biało i świątecznie aż do... Wigilii... a potem zrobiło się na plusie i przyszła wiosna. I gdyby nie choinka i karp na stole można by pomyśleć że to Wielkanoc. 

Mam nadzieję że Święta minęły (albo wciąż jeszcze mijają) wszystkim jak najlepiej, pomimo zmian pogodowych, kapiącej z dachu wody i szalejącej (podobno) grypy :)))

A tymczasem tęsknie za zimowym Gdańskiem i morzem ;)


21 gru 2012

Zimowe uzależnienie


Święta idą wielkimi krokami. Szał porządków, zakupów i załatwiania spraw, które zawsze jakimś dziwnym trafem przypominają się nam właśnie w tym szalonym okresie. Nagromadzenie wszystkich spraw powoduję że doba skurcza się do minimum a perspektywa zbliżających się Świąt raczej męczy niż cieszy. Postanowiliśmy więc trochę sobie odpuścić, a sprawy konieczne ograniczyć do minimum (ostatecznie nikt nie umrze jeśli okna nie będą umyte a dywan wytrzepany ;) ). 
W ostatni weekend zrobiliśmy sobie mega przyjemność i uciekliśmy tam gdzie jest cicho i spokojnie - do zimowego Kazimierza Dolnego*, dopiero teraz można poczuć jego kameralność i nieco prowincjonalny charakter. Zimą Kazimierz wydaje się miniaturowy, zatopiony między okoliczne wzniesienia, przykryty kołdrą śnieżnego puchu zachęca do przesiadywania tam gdzie jest miło i przyjemnie.


Herbaciarnia Galeria u Dziwisza wita nas od progu nastrojową muzyką i aromatycznie pachnącym ciepłem, z fotele zerka leniwie zaspany kot. Wnętrze, niezbyt duże ale przytulne, wypełniają meble z targów staroci i antykwariatów, miękkie światło świec, piękne obrazy, ciekawe grafiki, książki. Zmarznięci spacerem zanurzamy się w wygodne, pluszowe kanapy i otulamy przyciszonym gwarem gości. Nie pozostaje nam nic innego jak delektować się chwilą, zatopić w myślach i grzać dłonie przy imbryczku aromatycznej herbaty. A wybór jest tu naprawdę bogaty - zielonych, białych, czerwonych, czarnych i aromatyzowanych. Trudno się zdecydować, czy wybrać taką której nazwa wydaje się nam znajoma czy może raczej raczej zaryzykować i wybrać nieco tajemniczo brzmiąca Dziwiszówkę czy poetycką Dwa Księżyce. Do herbaty koniecznie zamawiamy ciasto. I tu pojawia się kolejny dylemat: szarlotka z cynamonem, tradycyjny sernik, makowiec czy może firmowy tort Dziwisza – piszinger, czyli wafel z kremem? Cokolwiek wybierzemy i tak zniknie w mgnieniu oka rozpływając się w ustach. Wielbicieli domowych nalewek, dobrej kawy i gorącej czekolady także czekają gorące rozterki. Wszystkiego nie sposób spróbować za jednym razem więc konieczna będzie następna wizyta. Tym bardziej że ta herbaciarnia uzależnia – uzależnia atmosferą, ciepłem, pięknym wnętrzem, zaspokaja tęsknoty podniebienia i duszy. Nad filiżanką gorącej herbaty możemy zapomnieć o hałasie świata, skupić się  na chwili, która właśnie przemija, wielbić niedoskonałość oraz nieśmiałą próbę osiągnięcia czegoś znośnego w nieskończoności... I choć na parę dłuższych chwil uciec przed skrzypiącym na dworze mrozem.




*zimowy Kazimierz jest piękny w odróżnieniu od tego letniego kiedy jest tam tłoczno gwarno i nieco pospiesznie, momentami nawet jarmarcznie ;)

7 gru 2012

Sen zimowy


- W gruncie rzeczy - odezwała się po chwili - zapadłyśmy w sen zimowy. Nikt już tu nie może wejść ani stąd wyjść!


Śnieg zaczął padać w  n o w y  sposób*. Przybywa go i ubywa. Ludzie w ciemnych płaszczach i czapkach są do siebie podobni. Jak klony. Zerkam na ten biały krajobraz znad laptopa. Trochę się lenię, trochę czytam o fotografii. Fajnie tak nawet. Laptop, ciepła herbata z cytryną i ja. Książki czekają poukładane w stosik przy regale (na który zdecydowanie już żadna książka się nie zmieści, trzeba będzie pomyśleć o nowym). Pogoda trochę usypia, w śniegu toną wszystkie dźwięki. Kot cicho  przewraca się z boku na bok. Nadszedł czas na sen zimowy :)

Przeglądam archiwalne numery Pokochaj Fotografię - spodobał mi się artykuł o instagramie Piotra Chlipaskiego i projekt "36 klatek" Stefana Piektrykiewicza.

A po za tym ciekawy wywiad z Jerzym Lewczyńskim.


* cytaty pochodzą z jednej z moich ulubionych "zimowych" książek - Córka rzeźbiarza Tove Jansson.


3 gru 2012

Grudzień, śnieg, pierniczki....

 
Grudzień jest.
Śnieg jest.
Pierniczki już dawno upieczone*.
Przedświąteczna muzyka już gra.

Powolutku wprowadzam się w przedświąteczny nastrój. Lubie te wszystkie małe przyjemności i drobiazgi które kojarzą mi się ze Świętami, ograniczam do minimum "przedświąteczny stres". Chciałbym żeby było miło i przyjemnie, bez zbędnej przesady, bez perfekcjonizmu. 
Fran Sinatra i Dean Martin już śpiewają w tle. Rozpływam się w marzeniach :)

Zaczynam odliczanie :)


*******
*razem z mamcią kolejny raz na Święta pieczemy pierniki według przepisu Małgorzaty Kalicińskiej z książki Kuchnia znad Rozlewiska. Są genialne! Jedyna ich wada - trzeba je przygotować na około miesiąc przed Świętami ;)