Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atlas geograficzny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atlas geograficzny. Pokaż wszystkie posty

18 lis 2014

Gdańsk

Kilka szarych dni.
Chmury jakby wisiały tuż nad głową.
Mgła i wilgoć osiadająca na twarzy.
Wciąż jednak dość ciepło jak na listopad.
Ciepło i na wskroś jesiennie.
Bo na północy jak zawsze każda pora roku przychodzi z opóźnieniem i później odchodzi.


13 lis 2014

nadmorze (po raz n-ty)

Wszystko wydaje się jakieś lepsze, ładniejsze a kłopoty łatwiejsze do rozwiązania - chociaż to tylko pozory, bo życie, w dużej mierze, zawsze i wszędzie jest takie same i to od nas zależy jak będzie wyglądać. Jednak z jakiegoś powodu, niezależnie od pory roku i otaczającej nas aury* tam zawsze jest nam dobrze. 



*aktualnie listopadowa mglisto-mrzawkowa szaruga ;)


8 paź 2014

jesień w mieście

Rozgościła się na dobre. Słońce i liście spadające z drzew.
Sezon ślubny wciąż jeszcze w pełni
 - jedna niedziela, jeden park, siedem par młodych.

Ot, takie spostrzeżenie :)



26 wrz 2014

trip to Ùskô

Nadmorskie klimaty.
W kolażowym skrócie. 


15 wrz 2014

prolog

Kilka dni w innej czasoprzestrzeni.
Spakowane dresy, wiatrówka i wygodne buty.
Sporo chodzenia, oglądania, trochę jeżdżenia na rowerach.
Plik zdjęć - jak zwykle po powrocie, okazuję się, nie do końca takich jak się chciało.

To tyle słowem wstępu.




9 wrz 2014

sea ​​stories

Morzem zaczęliśmy i kończymy lato. Tak nam dobrze :)



5 sie 2014

mazury

Drewniane pomosty i rześka woda w jeziorze.
I wieczorna cisza.
O komarach nie wspomnę.


Mazury. Przez moment.

1 sie 2014

70.

Właściwie nic nie trzeba mówić.
Wystarczy pamiętać.


A jeśli ktoś che poczytać coś więcej, nie tylko o rocznicach ale, w ogóle o Warszawie to może zajrzeć na tego bloga. Bardzo polecam :)

31 lip 2014

lato w mieście

Połowa lata.

Dni wypełnił żar lejący się z nieba i ciężkie, falujące powietrze. Po ulicach sennie przesuwają się  ludzie zmęczeni upałem. Panowie w rozpiętych koszulach ocierają spocone czoła a roześmiane nastolatki paradują w skąpych topach i kusych szortach przyklejonych do pośladków. Słychać odbijające się od chodnika klapanie japonek.
Ot, lato w mieście.

Po południu zupełnie nagle zrywa się porywisty wiatr. Nie przynosi jednak spodziewanej ulgi, rozwiewa tylko sukienki i włosy kobiet, podnosi w górę tumany kurzu i piasku, które zuchwale wpadają w oczy. Zasłania słońce białą mgiełką. Chowamy się przed tym wiatrem bardziej niż przed skwarem. 
Dopiero gdy nadchodzi wieczór, powoli skradający się do naszych stóp, wiatr staje się delikatniejszy ale i bardziej przyjemny. Przypomina trochę morską bryzę, delikatnie pachnie - może? - deszczem. Oddycham głęboko.


Moja codzienność zwolniła, dopasowując się jakby do rytmu pogody. Dni są bardziej leniwe, ciągną się trochę ospale. Mam więcej czasu by rejestrować w myślach wszystkie chwile, każdą zmianę pogody, szelest liści, falowanie powietrza. Ktoś może powiedzieć że to marnotrawstwo czasu - ja jednak nie mam wyrzutów. Ciepły wieczór, który spędzam na balkonie, popijając chłodną herbatę* i próbując przeczytać jeszcze jedną stronę pasjonującej książki**, może niedługo będzie tylko wspomnieniem tak jak wakacyjne upały.

* według przepisu mojego brata który jest "znawcą" herbat, i zna mnóstwo  herbacianych przepisów na każda okazję :)
**psując sobie zapewne swój i tak kiepski wzrok, ale taka jest wciągająca :)


16 cze 2014

a na koniec szczypta kiczu

Morze jest wspaniałe i kapryśne. Jednego dnia szare, skłębione fale zalewają plaże, drugiego lazurowo-błękitne kołysze się delikatnie. Czasem zmiany zachodzą znacznie szybciej i wciągu raptem godziny zmienia się nie do poznania, z cichego w ogłuszająco huczące, wiatr świszcze w głowie a słońce znika nagle za potężnymi chmurami i trzeba uciekać przed burzą. 

Niezależnie od pogody zawsze jest piękne. Ale wiadomo że najpiękniejsze są zachody słońca, piękne i aż do bólu kiczowate, milion razy fotografowane i uwieczniane na pocztówkach z pozdrowieniami z nad morza* :)


*choć teraz to bardziej mms-y ;)

11 cze 2014

nadmorze #3

Uwielbiamy. Portowo - rybackie miasteczka. Z niedużymi domkami przytulonymi do ziemi. Z łodziami, rybackimi kutrami, z nieustającym skrzekiem mew i rybitw nad głową. Z nieśpiesznie smażoną rybą, popijaną lokalnym piwem do smaku. Z ludźmi, którzy żyją tu spokojnie swoim własnym rytmem i parząc w morze przewidują pogodę.

Uwielbiamy. Jednak tylko poza sezonem. Nim cały urok takich miejsc nie pokryje pstrokata tandeta z Chin na prowizorycznych straganach. Nim pojawią się automaty do gier z nieznośną, świdrująca w głowie muzyką i wesołe miasteczka z dzikiego zachodu. Nim pojawią się butki z niezbyt dobrymi, dziwacznymi w smaku lodami, niedopieczonymi goframi i nieapetycznym pseudo-kebabem (tudzież kiełbaską). Nim zapach słonego, morskiego powietrza ulotni się w oparach tanich alkoholi wypijanych w nadmiernych ilościach przez jednorazowych turystów, błąkających się na kacu do rana. 


Ale taki urok lata nad morzem :)

10 cze 2014

nadmorze #2

Ostry chłodny wiatr z północy i zapach soli u powietrzu.
Smażona ryba z frytkami.
Spieczone ramiona i miękki piasek pod stopami.
Dni, które zdają się nie mieć końca i krótkie noce z kieliszkiem wina...


Czego chcieć więcej?
Przynajmniej na urlopie. Odpoczywamy więc aż do granic możliwości, ciesząc się czasem tylko dla siebie :)

4 cze 2014

nadmorze #1

Pogoda jak zwykle zmienna i nieprzewidywalna.*
Ale warto, choćby dla takich widoków. 


*pakując się zabrałam czapkę, rękawiczki i kostium kąpielowy - jedna z tych rzeczy już mi się przydała. 
Przemilczę która ;)

31 maj 2014

nadmorze

No to cieszyć się czy nie?

Cieszę się (chyba).

Tylko jak zawsze, dylemat - jakie ubrania spakować???*


*najlepiej byłoby całą szafę, albo chociaż z pół

5 maj 2014

majówka

Miało być o ciepłych promieniach słońca i błękitnym niebie. Miało być o grilowaniu i długich spacerach wśród kwitnących pól rzepaku, o lekkim winie i zasłużonym odpoczynku.

Niestety.

Majówkowy weekend okazał się zupełnie innych od naszych marzeń i w efekcie lista niezrealizowanych życzeń okazała się dość długa...

Było mokro, było zimno, chociaż nieziemsko zielono (zieleń, zieloność, zielonawość na potęgę!).
Zdążyłam tylko uwiecznić aparatem kilka słonecznych i bezdeszczowych obrazków*. 

Tymczasem budząc się dziś rano ze zdziwieniem** stwierdziłam że termometr za oknem wskazuje równiutkie, okrągłe zero, zero w maju. Brrrr.... Zawinęłam się więc w ciepły sweter, odkręciłam ogrzewanie i zaparzyłam herbaty z miodem z mleczy*** (!).


*zdjęcia udało się "złapać" w niedzielę, kiedy w końcu przestał padać lodowaty deszcz i wyszło troszkę słońca :)
**co prawda ostatecznie zapowiadano takie temperatury, jednak prognoza pogody a rzeczywistość to dwie różne rzeczy
***postaram się wspomnieć o tym następnym razem coś więcej, bo warto :)


12 mar 2014

_miasto

Miejsce w którym, spacerując można mieć po jednej stronie miasto a po drugiej morze uważam za idealne. 


Gdańsk.

20 lut 2014

miasto

Niespełna rok temu pisałam że nie bardzo przepadam za tym miastem. Do niedawna omijałam je szerokim łukiem, spoglądając nawet z pewną pogardą na sznur samochodów skręcających tuż przy miniaturowej tabliczce "Molo". Drażniła mnie jego ciasnota, gęsty falujący tłum, turystyczna jarmarczność, niemożność swobodnego poruszania się i zobaczenia czegokolwiek. Wystarczyło jednak przyjechać zimą by całkowicie zmienić zdanie. I choć teraz, podobnie jak ostatniej wiosny pogoda nie do końca rozpieszczała - słońce pokazywało się na chwilę, co i rusz padał zimny deszcz - to w końcu polubiłam to miasto.  Spokojne, nostalgiczne, żyjące własnym rytmem.
Zimą skąpane w magicznym błękicie....


Sopot.


5 lut 2014

Stary dom i morze

Jak to się stało, że już jest luty?? Nie mam pojęcia. Nie wiem kiedy uciekły mi wszystkie, trzydzieści jeden dni stycznia. Może to przez pogodę.
Teraz gdy za oknem, leży powoli topniejący śnieg, gdy za nami kilka naprawdę chłodnych i śnieżnych dni trudno mi sobie wyobrazić że początek roku był taki ciepły i przyjemny. Dobrze, że mieliśmy okazję trochę się powłóczyć i złapać oddech. 
Oto pierwsze z obiecanych ziarenek piasku :


Miejsce w którym, czas się jakby zatrzymał, trochę magiczne a trochę jak z filmu grozy. Pobudza moja i tak bujną wyobraźnię... Widzę piękne damy w kapeluszach i eleganckich panów z wąsem którzy, przyjeżdżają tu na wykwintne obiady, wino i tańce. Słyszę śmiech biegających po plaży dzieci. Widzą kuracjuszy którzy, zażywają kąpieli zimnych (0,25 marki) i ciepłych (1 marka), statki wycieczkowe opływające po Zatoce Gdańskiej. Wyobrażam sobie domy letniskowe i wille zamożnych kupców i urzędników... 


Do dziś z kąpieliska w Brzeźnie* przetrwał tylko stary Dom Zdrojowy, który jednak lata swej świetności ma już za sobą. Po II Wojnie Światowej, podzielony ścianami i przekształcony w mieszkania komunalne powoli zapada się w sobie** i traci swoje romantyczne piękno. Nie remontowany od lat 60. bardziej przypomina dziś opuszczony i milczący dom niż prestiżowy Kurhaus.



* to właśnie Brzeźno (dawniej Brösen) było pierwszym prawdziwym kąpieliskiem w tej części Zatoki Gdańskiej, Sopot, choć dziś to może dziwić jest młodszy ;)
** nie dosłownie, to raczej wrażenie które odniosłam przechodząc obok ;)

13 sty 2014

słów kilka i zapowiedź

 
Od pewnego czasu przestałam pisać na moim blogu długie teksty. Czasem jednak przychodzi potrzeba by powiedzieć coś więcej, by podzielić się tymi wszystkimi wrażeniami i obrazami które, w sobie noszę. Jednak jak na złość właśnie wtedy...

...czuję się całkowicie wypruta ze słów, choć zazwyczaj mam ich pod dostatkiem. Historie które, chciałam opowiedzieć nagle wydają mi się zupełnie nieciekawe, wręcz nudne i o niczym. Wrażenia które, chciałam przekształcić w zdania i opowieści ulatują zostawiając mnie samą przed świecącym ekranem monitora. Nawet zdjęcia początkowo zachwycające, po raz kolejny wydają mi się takie same, podobne do tych robionych już setki razy.

Popadam w zwątpienie. 

Wiem że to jednak chwilowe, że przyjdzie taki moment kiedy słowa do mnie powrócą i pozwolą się obłaskawić bym mogła z nich wyczarować coś zgrabnego. 

Nie będzie więc pisania na siłę. Mozolnego poszukiwania słów, naganiania ich batem, wspomagania się cudzymi tekstami i pomysłami. Nie będzie wylewania hektolitrów potu, łez i krwi. Jestem pewna że przyjdzie jeszcze odpowiednia chwila by powiedzieć to co teraz powiedziane nie zostanie :)

Na razie jest więc tylko mała zapowiedz drobnych opowieści znad morza, tak małych jak ziarenka piasku...

:)

14 paź 2013

wycieczka

Jestem domatorem, typowym kotem piecuchowym, jednak czasem lubię podróże.
Szczególnie te małe.
Najbardziej te jesienne.