Poranna kawa i wieczorna herbata wypijane na schodach przed domem.
Szum brzóz, zapach jaśminu i ptaki nad głową.
A po za tym cisza.
chillout na wsi
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na wsi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na wsi. Pokaż wszystkie posty
21 cze 2014
5 maj 2014
majówka
Miało być o ciepłych promieniach słońca i błękitnym niebie. Miało być o grilowaniu i długich spacerach wśród kwitnących pól rzepaku, o lekkim winie i zasłużonym odpoczynku.
Niestety.
Majówkowy weekend okazał się zupełnie innych od naszych marzeń i w efekcie lista niezrealizowanych życzeń okazała się dość długa...
Było mokro, było zimno, chociaż nieziemsko zielono (zieleń, zieloność, zielonawość na potęgę!).
Zdążyłam tylko uwiecznić aparatem kilka słonecznych i bezdeszczowych obrazków*.
Tymczasem budząc się dziś rano ze zdziwieniem** stwierdziłam że termometr za oknem wskazuje równiutkie, okrągłe zero, zero w maju. Brrrr.... Zawinęłam się więc w ciepły sweter, odkręciłam ogrzewanie i zaparzyłam herbaty z miodem z mleczy*** (!).
Niestety.
Majówkowy weekend okazał się zupełnie innych od naszych marzeń i w efekcie lista niezrealizowanych życzeń okazała się dość długa...
Było mokro, było zimno, chociaż nieziemsko zielono (zieleń, zieloność, zielonawość na potęgę!).
Zdążyłam tylko uwiecznić aparatem kilka słonecznych i bezdeszczowych obrazków*.
Tymczasem budząc się dziś rano ze zdziwieniem** stwierdziłam że termometr za oknem wskazuje równiutkie, okrągłe zero, zero w maju. Brrrr.... Zawinęłam się więc w ciepły sweter, odkręciłam ogrzewanie i zaparzyłam herbaty z miodem z mleczy*** (!).
*zdjęcia udało się "złapać" w niedzielę, kiedy w końcu przestał padać lodowaty deszcz i wyszło troszkę słońca :)
**co prawda ostatecznie zapowiadano takie temperatury, jednak prognoza pogody a rzeczywistość to dwie różne rzeczy
***postaram się wspomnieć o tym następnym razem coś więcej, bo warto :)
***postaram się wspomnieć o tym następnym razem coś więcej, bo warto :)
26 wrz 2013
Pożegnanie
Już na dobre pożegnałam się z latem. Mam wrażenie że jesień przyszła w tym roku jakoś wcześniej. Taka deszczowa. Chłodna i trochę ponura. Letnie ubrania, krótkie rękawki i zwiewne sukienki wróciły na dno szafy. Znów wyjęłam ciepłe swetry, wieczorem otulam się szczelniej kocem i popijam gorącą herbatę z cytryną przed snem. Gdy budzę się rano z deszczem za oknem, marzę o kubku gorącej kawy i rozgrzewającej zupie najlepiej dyniowej...
A tym czasem w lasach fioletowią się pola wrzosu, takie piękne że chciałabym w nich zamieszkać :)
25 wrz 2013
Pora na muchomora
By się pozbyć złych humorów
robię zupę z muchomorów
robię zupę z muchomorów
I znów zaczęła się jesień. To już chyba tradycja, że rozpoczynamy ją grzybobraniem. W tym roku jednak średnio udanym. Nie, nie z powodu niedoboru grzybów, ale raczej z nadmiaru wielbicieli grzybobrania. Już nie pierwszy raz przy takiej okazji wspomniałam w swoim rodzinnym domu, że zbieranie grzybów powinno być naszym sportem narodowy. Każdy las, lasek, zagajnik, zadrzewiony fragment czegokolwiek pełen jest w tym roku amatorów grzybiarskiej rozrywki. Fakt faktem bardzo zdrowej, przyjemniej i nawet pożytecznej, choć stojące na każdym poboczu samochody i tłumy w lesie mogę z lekka odstraszać (może to wina telewizji!? tyle o tym mówią aż zazdrość rośnie na widok tych pełnych koszy!).
Bardzo pyszna to potrawa
a do tego jeszcze trawa...
zupa halucynowa zaraz będzie gotowa
a do tego jeszcze trawa...
zupa halucynowa zaraz będzie gotowa
Ostatni weekend bardzo mi się udał. Odpoczęłam, zrelaksowałam się,
odprężyłam nieco (przed tygodniem pełnym chaosu, hałasu i kurzu - czyli
remontem). Oddychałam świeżym powietrzem, wystawiałam twarz do słońca, zjadłam grilla i parę smażonych rydzy (są genialne! kto nie jadł niech żałuje!**) i kani.
Muchomory na humory
grzybki w sosie na muchy w nosie*
grzybki w sosie na muchy w nosie*
Uf.. już dawno tak się tu nie rozpisałam, ale ci co tutaj zaglądają
wiedzą że jesień to dla mnie szczególna pora. Nie mogę się jej oprzeć, wiec jest też oczywiście kilka zdjęć, choć moje chęci w tej dziedzinie znacznie przewyższają umiejętności.
:)
* cytaty pochodzą z piosenki Marii Peszek Muchomory, jakoś tak nie mogłam się powstrzymać, by choć kilku słów nie wpleść do dzisiejszego wpisu. Rok temu przy podobnej okazji wspominałam świetną "grzybową" książkę Olgi Tokarczuk :)
**niestety zniknęły tak szybko, ze nawet nie zdążyłam ich uwiecznić na zdjęciu, a szkoda bo oprócz smaku ich wygląd jest równie bajeczny :)
13 paź 2012
Jesienią las pachnie grzbami
Rano nie myślałam o niczym innym tylko o grzybach. Nocą wydawało mi się jak rosną.*
Zawsze jesienią mam wrażenie że las pachnie grzybami. Nie zależnie czy grzyby są czy nie. Ja już czuję w powietrzu ich aromat, wiem że powoli rosną pod jesienną kołdrą z pożółkłych liści i igieł, kiełkują w ciszy i w ciszy ukrywają się przed wzrokiem grzybiarza. Chowają się sprytnie i bacznie obserwują świat. Gdybym nie była człowiekiem, byłabym grzybem.
Uwielbiam wszystkie grzyby. Ich kształty, kolory i zapachy. Są grzyby piękne i brzydkie. Takie które pachną i takie które śmierdzą. Są grzyby zupełnie zwykłe i takie które nas zadziwiają. Są i takie które, skłaniają do grzechu i rozgrzeszają.
Uwielbiam frywolne muchomory z czerwonymi, dużymi kapeluszami, które są wszędzie.
Uwielbiam żyjące w stadach kurki.
Uwielbiam żółciutkie niczym cytryny zielonki, które sprytnie chowają się pod ściółką.
Eleganckie i pościagliwe podgrzybki, które nie specjalnie lubią towarzystwo.
I prawdziwki w najmodniejszych kolorach jesieni, które zazwyczaj chowają się najsprytniej.
I maślaczki które najbardziej lubią towarzystwo młodych sosen i brzóz i które lepią się niemiłosiernie więc nie każdy ma ochotę po nie sięgać.
I rydze, które pysznie smakują smażone na maśle.
I mogę tak wymieniać bez końca...
Przynosiłam całe kosze, rozkładałam je na gazetach i patrzyłam na ten zbiór najdłużej, jak mogłam, aż wreszcie przychodziła ta chwila, gdy trzeba wziąć do ręki nóż i ciąć ich miękkie, dziecinne ciała, obcinać in kapelusze i nabijać na ostrza tarniny żeby schły.
A po udanym grzybobraniu dom wypełniają przyjemne zapachy suszonych, smażonych, duszonych grzybów. Sycę się tymi aromatami i zapisuję je w pamięci. Będę się nimi ogrzewać w mroźne zimowe dni, nad talerzem pysznej grzybowej zupy.
Poranna jesienna wilgoć przesycona jest grzybami. Wciąż czuję ich zapach. Pachnie nimi cały dom, pachnę grzybami i ja a w nocy miałam grzybowe sny. Jestem pewna że wciąż mi mało i koniecznie muszę znów wrócić do lasu.
*wszystkie cytaty pochodzą z książki Olgi Tokarczuk Dom dzienny, dom nocny
21 maj 2012
Sen sielski*
Byłam na wsi. Odpoczęłam na chwile od miasta, opalałam się, czytałam książkę, zjadłam pyszności z grilla... Nakarmiłam się kolorami i zrobiłam kilka ładnych zdjęć :)
Krowa sąsiadów nie chciała jednak pozować. Chowała nieustanie pysk w trawę i przeżuwała w skupieniu. Już nie muczy tak jak kiedyś miał w zwyczaju, zrobiła się starsza a przez to jakby bardziej poważna i milcząca. Więc i pozowanie już ją nie interesuje ;)
Niby rzecz oczywista a jednak czasem niemiło zaskakująca - wszystko się zmieniło. Nie jest już takie jak zapamiętałam z dzieciństwa kiedy dziadkowie jeszcze prowadzili gospodarstwo. Zamiast pól jak grzyby po deszczu wyrastają piętrówki stawiane przez miastowych uciekinierów. Co raz to większe, bardziej okazałe i nowoczesne. Jakby trochę nie pasujące do otaczającej przyrody. Przyglądam się tym różnym wytworom z zaciekawieniem ale też z pewną dozą niesmaku.
Dom mojej babci jest nieduży. Nieduży, przytulny i otoczony drewnianym płotem. Stoi bokiem do dużej stodoły zbudowanej przez dziadka. Choć dziś nieużywana nadal jest skarbcem niesamowitych rzeczy; starych dziadkowych narzędzi, nieużywanych już mebli, niepotrzebnych nikomu desek, niedziałającej wagi na zboże... Stodoła jest teraz królestwem Kota :)
Popatrzyłam na to wszystko, powąchałam, po dotykałam i zatęskniłam za różnymi rzeczami. Za spacerującymi kurami, za smakiem mleka prosto od krowy, lodowatą wodą ze studni, zapachem siana... :)
Siano pachnie snem
siano pachniało w dawnych snach
popołudnia wiejskie grzeją żytem
słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach
życie - pola - złotolite**
*tytuł posta to tytuł jednego z wierszy Józefa Czechowicza
*przytoczony fragment to pochodzi z utworu Na wsi tego samego poety
17 kwi 2012
Na wsi jest fajnie
Lubie te rzadkie wyjazdy na wieś. Wtedy leniąc się niczym kot na schodach, wsłuchuje się w śpiew
ptaków (których w większości w mieście nie ma), w szum traw i gałęzi drzew (czekam aż zrobi się
całkiem zielono). Chłonę zapach, które na co dzień są nieobecne (np. potraw przyrządzanych przez
moją babcię). I popadam w całkowite odprężenie...
Aż szkoda że weekendy tak szybko się kończą.
Teraz jeszcze do szczęścia brakuje mi morza, szumu fal i skrzeczących mew. I pysznego dorsza oczywiście :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)














