2 kwi 2013

Morze stanowi całość *


Morza mi się się chce. Szumu fal, latających nad głową mew, złotego piasku pod stopami. I czerwonych łódek z białymi żaglami (idealny zestaw kolorystyczny). Tęsknię do zbierania muszelek, kamyków i patyczków które później chowam i znajduję we wszystkich kieszeniach niczym talizmany na szczęście.
Morza mi się chce.

Gdy małą łódką wypłyniemy dostatecznie daleko, tak że stracimy z oczu ląd, wtedy zobaczymy morze. Nie jest to przyjemne doświadczenie. Morze jest jak ślepy, niemy bóg, otacza nas ze wszystkich stron i ma nad nami wszelką władzę, mimo że zdaje się w ogóle nie wiedzieć o naszym istnieniu.

Tymczasem zawijam się w wełnianą chustę od babci i przytulam termofor.
W zastępstwie kwietniowego ciepła.
Poświąteczne lenistwo.


* tytuł posta jak i cytat pochodzą z książki J.A. Lindoqvista Ludzka przystań.

27 mar 2013

Migawki


Migawki czyli taki telefoniczny pamiętnik. Podobno telefonem nie robi się zdjęć tylko pstryka. Być może. Jednak telefon zawsze mam przy sobie i jakoś tak już uzależniłam się od tego codziennego pstrykania. To moje notatki, takie wyrwane kartki z pamiętniczka którego nigdy nie prowadziłam. Lubię je. Są trochę niewyraźne, niedokładne. Takie trochę byle jakie i chropowate. Zupełnie inne niż zdjęcia z "prawdziwego" aparatu, gdzie wszystko jest ustawione, idealne, naświetlone i gładkie.

Trochę inspiracji.
Joanna Gałuszko. A więcej do popatrzenia i poczytania tutaj.




Jakaś podróż mi się marzy.

25 mar 2013

W oczekiwaniu


W oczekiwaniu na Wiosnę wypiłam już setki kubków gorącej herbaty, kawy i kakaa. Zjadłam ogromne ilości rozgrzewających zup, smażonych bananów i szarlotek na ciepło. A Wiosny jak nie było tak nie ma. Być może należałoby sobie przypomnieć jak się robi Marzannę i odprawić czary.

Na pociesznie przeglądam sobie zdjęcie z czarno - białego domu pani Lidii. Tutaj

19 mar 2013

winter time

Zaskakuje mnie tegoroczna zima. 
Przede wszystkim uporem.
Nie chce odejść, nic a nic. 



16 lut 2013

luty

Jeśli stworzę kiedyś ranking miesięcy, luty byłby na pierwszym miejscu najmniej lubianych przeze mnie miesięcy. Jest szary. Kapryśny. I choć to niemożliwe, zdaje się ciągnąc w nieskończoność.

Przemykam od dnia do dnia niczym cień i skreślam kolejne cyferki w kalendarzu z nadzieją wypatrując marca.

Na pocieszenie kupiłam książkę. Jedną z tych wyjątkowych.


Józef Czechowicz, Koń rydzy 

28 sty 2013

O rzeczach dobrych i złych w styczniu


Zacznę może od tych dobrych. 
Jest śnieg wiec jest nawet całkiem fajnie, nawet jak dla mnie.
Mogę spędzać długie leniwe godziny nad książką z kubkiem kawy, albo w gronie znajomych przy nalewkach, winach i innych rozgrzewających miksturach a przyjemne wieczory ciągną się w nieskończoność. Czyli jak ja mówię zimowe posiadówki.
Byłam na dwóch polskich filmach. Pierwszy Mój rower był genialny i kto jeszcze nie widział to gorąco polecam. Świetna gra aktorska, super dialogi i niesamowita muzyka. Drugi to Sęp. Tu uczucia mam mieszane, bo niby dobry, niby fajnie nakręcony, ale trochę przewidywalny. Ze świetną grą Piotra Fronczewskiego (czyli jak zawsze) i Pawła Małaszyńskiego (tu się zaskoczyłam ;) ). I muzyka też mi wpadła w ucho.

A rzeczy złe...  polityka. Bo chociaż nie jestem lesbijką czuje że niektóre rzeczy uderzają także we mnie. W moje poczucie sprawiedliwości. W moją godność. Nie chce żeby ludzie bez serca, wyobraźnie i takiego zwykłego zrozumienia dla drugiego człowieka mówili mi co mam robić w swoim życiu i jak. Nie chce żeby mówiono o nas jak o społecznych pasożytach bo to nie prawda. Pracujemy, płacimy podatki, odprowadzamy wszelkie składki, nie łamiemy prawa, nie wyrządzamy nikomu krzywdy, nie ściga nas policja itd a mimo to dla niektórych posłów jesteśmy ludźmi gorszej kategorii, jesteśmy nieużyteczni, bezproduktywni....
Jeśli ktoś ma ochotę to tutaj jest bardzo mądry tekst Zazie, dla wszystkich, polecam.